Miesiąc najlepiej zacząć od literatury francuskiej...

Kilka dni po listopadowych zamachach w Paryżu Michel Houellebecq opublikował na łamach „New York Timesa” artykuł, w którym odniósł się – dość emocjonalnie – do ostatnich wydarzeń. Z jednej strony zauważył, że paryżanie zdążyli się już „przyzwyczaić” do aktów terroru (od ostatniego ataku, skierowanego przeciwko redakcji pisma „Charlie Hebdo”, minęło przecież zaledwie dziesięć miesięcy), z drugiej zaś wyraził pewność, iż naród francuski – pomimo niekompetencji swoich czołowych polityków – przetrwa. Głos Houellebecqa będzie z pewnością słyszany nie tylko nad Sekwaną. Uległość, jego ostatnia powieść, stanowi wszak osobliwy namysł nad przyszłością Europy zawłaszczonej przez islam. Ważkość tematu powoduje, że książkę Francuza czyta się jednym tchem, odnosząc przy tym chwilami wrażenie, iż trzymamy w ręku kupiony przed momentem egzemplarz dowolnego europejskiego dziennika. Istotnie: utwór, który w autorskim założeniu miał być chyba czymś na kształt bluźnierczej political fiction, niespodziewanie okazał się zaledwie echem rzeczywistych wydarzeń. Ale echem bardzo donośnym.
Historia François, wykładowcy literatury na paryskiej Sorbonie, stanowi ilustrację ostatecznego upadku cywilizacji Zachodu. W twórczości Houellebecqa nie jest to bynajmniej idea nowa: już w głośnych Cząstkach elementarnych (1998) autor dowodził, że Europa zmierza szybkimi krokami w stronę przepaści. Jego kolejne książki można w zasadzie traktować jako wariacje na ten sam temat – ale dopiero Uległość dostarcza nam brzmiących zadziwiająco realnie konkluzji. Akcja powieści, osadzona w roku 2022, ukazuje błyskawiczną przemianę, jaką pod rządami partii muzułmańskiej przechodzi Francja – a wraz z nią także narrator. Początkowo zdystansowany i obojętny wobec nowej władzy, François szybko przekonuje się, że życie na jej warunkach okaże się dla niego znacznie bardziej korzystne niż bierny opór. Pod wpływem Redigera, rektora uczelni (która w międzyczasie stała się uniwersytetem wyznaniowym, sponsorowanym przez petrodolarowe potęgi) bohater decyduje się porzucić swój dotychczasowy laicki światopogląd i – podobnie jak wielu jego kolegów po fachu - przechodzi konwersję na islam. Staje się to dla niego, jak sam twierdzi, szansą na nowe życie. Zupełnie niepodobne do poprzedniego.
Siła wszystkich utworów Houellebecqa tkwi głównie w języku: giętkim, ironicznym, niepozbawionym specyficznego poczucia humoru i dużej dozy sarkazmu. Narrator Uległości kpi z siebie samego („byłem równie upolityczniony jak ręcznik kąpielowy”, s. 50) i z ludzkości jako takiej („żyją, bo żyją, ot i wszystko; zapewne umierają, bo umierają, i na tym się kończy ich analiza”, s. 47). Nie oznacza to bynajmniej, że Houellebecq unika uderzania w poważniejsze tony – podobnie jak w swoich poprzednich utworach, także i tu zdobywa się na celne obserwacje współczesnego społeczeństwa. Nie tylko europejskiego przecież; najciekawsze fragmenty Uległości to w moim odczuciu te, w których narrator komentuje zjawisko islamizacji kraju. Jego opinie brzmią dzisiaj, w świetle rzeczywistych paryskich zamachów, wyjątkowo złowieszczo: „Ludzie żyjący w określonym systemie społecznym prawdopodobnie nie potrafią sobie wyobrazić punktu widzenia tych, którzy niczego od systemu nie oczekując, planują jego zniszczenie” (s. 55). Wydaje się, że idee, jakie towarzyszyły autorowi w poprzednich dwóch dekadach, na kartach jego najnowszej książki zyskują swoiste dopełnienie i legitymizację. Islam jest w utworze nie tyle remedium na egzystencjalne rozterki współczesnego człowieka, ile raczej szansą doświadczenia czegoś nowego, nieznanego, egzotycznego. Tak właśnie postrzega tę kwestię François, zaintrygowany wizją swojego przyszłego poligamicznego pożycia małżeńskiego. Czterdziestoparoletniemu mężczyźnie, mającemu za sobą wiele nieudanych pod względem uczuciowym związków, perspektywa małżeństwa opartego na szariacie jawi się niezwykle obiecująco. I to właśnie ten aspekt zaważy na jego ostatecznej decyzji o konwersji.
W Uległości mówi się jednak także o literaturze. Narrator jest badaczem twórczości Jorisa-Karla Huysmansa, a wzmianki o duchowej przemianie dziewiętnastowiecznego dekadenta (który u schyłku życia zaszył się w benedyktyńskim klasztorze) w zaskakujący sposób korespondują z losem samego François. Literaturę jako taką określa on mianem „n a j w a ż n i e j s z e j z e s z t u k kończącego się na naszych oczach Zachodu”, co oznacza zresztą, że wraz z nastaniem nowego reżimu jej los zostaje definitywnie przesądzony. Świadczą o tym przede wszystkim muzułmańskie naciski w kwestii nauczania literatury francuskiej na Sorbonie: „Konwersja Rimbauda na islam musiała oczywiście być przedstawiana jako pewnik, choć fakt ten stanowił źródło pewnych kontrowersji, ale w kwestii zasadniczej, czyli interpretacji jego poezji, nie było właściwie żadnych ingerencji” (s. 176). Czytelnik ma prawo podejrzewać, że „ingerencje” pojawią się w niedalekiej przyszłości. Ale na to bohaterowie powieści godzą się właściwie bez szemrania.
Tak oto dochodzimy do sprawy kluczowej dla zrozumienia tekstu Houellebecqa: do tytułowej uległości. Wspomniany już Rediger tłumaczy narratorowi tę kwestię bez ogródek: „Chodzi o uległość. (…) Oszałamiająca, a zarazem prosta myśl, nigdy dotychczas niewyrażona z taką mocą, że szczytem ludzkiego szczęścia jest bezwzględna uległość” (s. 249). Ta koncepcja, stojąca w jaskrawej sprzeczności ze standardami liberalnej zachodniej demokracji, organizuje całą konstrukcję świata przedstawionego w powieści. Wszyscy liczący się bohaterowie książki to francuscy konwertyci, bez większego sprzeciwu poddający się nowemu porządkowi. Houellebecq zdaje się pokazywać, że pustkę naszego współczesnego życia może niepostrzeżenie wypełnić siła obca, tajemnicza, nieprzewidywalna... i właśnie dlatego zdolna nas fascynować. Na marginesach Uległości pobrzmiewa nieustannie myśl, że Francja i Belgia to najważniejsze ośrodki europejskiego dżihadyzmu – zjawiska pod wieloma względami zdumiewającego.
Narrator powieści stwierdza w pewnym momencie w sposób autorytatywny: „Prawdziwym wrogiem muzułmanów, którego boją się i nienawidzą bardziej niż czegokolwiek innego, nie jest katolicyzm, tylko laicyzm, państwo świeckie, ateistyczny materializm” (s. 152). Nie sposób uwolnić się od przeświadczenia, że książka taka jak Uległość mogła powstać jedynie we Francji – kraju do niedawna uchodzącym i wciąż pragnącym uchodzić za wzór zeświecczonej demokracji.
M. Houellebecq, Uległość, przeł. B. Geppert, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015